Moje odkrycia: Czarnobyl

Dla mojego pokolenia, Czarnobyl oznacza nie najstraszniejszą katastrofę technologiczną współczesności; nie historię zatajania przed narodem okrutnego zagrożenia; nie bohaterstwo tych, którzy rzucili się do gaszenia atomowego pożaru własnymi ciałami, niczym mrówki, próbujące uratować podpalone mrowisko.

Kiedy wydarzyła się katastrofa czarnobylska, byłem jeszcze za mały, żeby ją zrozumieć. Ale na mój wiek nastoletni przypadł rozkwit żółtej prasy (pejoratywne określenie nieprofesjonalnego dziennikarstwa – przyp. tłum.), która opisywała straszliwą wizję opuszczonej strefy wykluczenia, opowiadała o mutacjach ludzi i zwierząt na sąsiadujących terenach Ukrainy, Białorusi i Rosji. Pod wrażeniem tych legend, narodziło się moje własne wyobrażenie o Prypeci, Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej i otaczającym je obszarze.

Na równi z książkami Strugackich, Czarnobyl był źródłem mojego zapału do literatury postapokaliptycznej. Moje „Metro 2033” nie powstałoby , gdyby nie Czarnobyl. Porzucone przestrzenie miast, puste mieszkania, zardzewiały diabelski młyn i przedszkole z zostawionymi w panice zabawkami; cmentarzysko „trzeszczących” pojazdów wojskowych, wykorzystanych do gaszenia elektrowni i sama elektrownia – drzemiący wulkan, zagubiony gdzieś w ukraińskiej głuszy, zdolny do przebudzenia się i zniszczenia połowy Europy… Tak to sobie wyobrażałem. Oczywiście, nie mogłem przegapić możliwości odwiedzenia tego miejsca. Wybłagałem delegację i pojechałem.

Pierwsze odkrycie było takie: z pięciomilionowego Kijowa, do złowieszczego, morowego Czarnobyla jedzie się godzinę z hakiem. Okazuje się, że wybuch wydarzył się zaraz obok ukraińskiej stolicy – mieszkańcom Kijowa nic o tym nie mówiono.

Później zdziwiłem się, że w trzydziestokilometrowej strefie wykluczenia, opasającej elektrownię, przez te wszystkie lata przyroda rozkwitła. Bujna, nieprzebyta zieleń, wybiegające na piaszczystą drogę dziki, wyrastające wprost spod asfaltu drzewa… Człowiek nie był w stanie zatruć bogatego, żywego, ukraińskiego czarnoziemu.

Przejechaliśmy przez opuszczone wioski, skąd wojskowi siłą ewakuowali mieszkańców. Zauważyliśmy, że w każdej osadzie jest zamieszkany jeden, dwa domy. Ludzie nie mieli dokąd się przenieść, nie odnaleźli się w nowym życiu, nie chcieli wiecznie siedzieć na garnuszku u rodziny i wrócili do siebie, do swoich ogródków, sadów i zaczęli żyć, jak dawniej. Sadzą ziemniaki, zbierają pomidory, wekują konfitury malinowe… Ktoś zmarł na raka tarczycy, a ktoś inny przez dziesięciolecia „je” i „pije” radiację, oddycha nią i żyje.

Nagrywaliśmy materiał w Prypeci, mieście duchów, wyludnionym w ciągu doby. Wcześniej niemal w całości zamieszkiwały go rodziny pracowników elektrowni. Podczas ewakuacji zezwalano na zabranie jedynie dokumentów. Odwiedziliśmy słynne przedszkole, w którym do dziś pośród śmieci walają się porzucone zabawki… A później przeszedłem się po pustych mieszkaniach okolicznych bloków. Wszystkie były wyczyszczone. Nigdzie nie było nawet mebli, nie mówiąc już o innych rzeczach. Ludzie zabrali wszystko i wszystko sprzedali, albo postawili w swoich nowych mieszkaniach.

Ale zszokowało mnie coś innego. Czarnobylska Elektrownia Atomowa wcale nie została zamurowana i opieczętowana po katastrofie. Produkcja energii trwała jeszcze czternaście lat, do grudnia 2000 roku. I do dziś elektrownia funkcjonuje, a z siedmiusetosobowego personelu, trzysta osób pracowało jeszcze przed awarią. Po prostu przenieśli się do sąsiedniego Sławutycza, bliźniaka Prypeci i kontynuowali pracę.

Niepowstrzymane życie, ludzka lekkomyślność, nieodpowiedzialność i nadzieja, że jakoś to będzie – oto co mi pokazał Czarnobyl. I jeszcze fakt, że przeceniamy sami siebie. Jeśli ludzkość zginie, Ziemia nawet tego nie zauważy.

Źródło: Мои открытия: Чернобыль

Autor zdjęcia: Napromieniowani.pl
Wszystkie prawa zastrzeżone (Zgoda pisemna)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s