Wielka kosmiczna podróż cz. 1 – Władimir Wierietiennikow

Dlaczego ludzkość potrzebuje do przetrwania kosmicznej ekspansji?

Tak zwany „imperatyw kosmiczny” napotyka w chwili obecnej na ogólnospołeczny sceptycyzm. Wielu ludzi zadaje pytania – po co w ogóle ludzkości ogromne wydatki na eksplorację kosmosu? Czy nie prościej i praktyczniej byłoby przeznaczać wszelkie możliwe środki, by maksymalnie zwiększyć komfort życia tu, na Ziemi? Aby przywrócić naszą cywilizację na prawidłowy tor rozwoju, należy wybić argumenty z rąk sceptyków.

Niespełniona przyszłość

Umiejętność wyłapywania znikąd zwiastunów przyszłości to nieoceniony dar. Lecz jeszcze cenniejszym darem jest samodzielne formułowanie tej przyszłości. Jak rzekł Winston Churchill: „Nie bójcie się przyszłości. Patrzcie w przyszłość. Nie łudźcie się nią. Nie bójcie się. Wczoraj odwiedziłem mostek okrętowy i ujrzałem fale potężne, jak góry i dziób statku, który z uporem je przecinał. Pomyślałem sobie, jak to możliwe, że statek pokonuje te fale, mimo że jest ich tak wiele, a statek jest przecież tylko jeden? I zrozumiałem wtedy, że jest tak, ponieważ okręt ma cel, a fale – nie. Jeśli mamy jakiś cel, zawsze trafimy tam, gdzie chcemy dotrzeć.”

Należy więc określić nasz cel i wypisać listę priorytetów.

Ludzkość przeżywa obecnie „wielką kosmiczną pauzę” – po prędkim starcie w latach ’60 i ’70, loty poza Ziemię odbywają się dziś w znikomej ilości. Wielu ten fakt rozczarował, co doprowadziło do wzrostu popularności retrofuturyzmu. Ludzie zaczynają wracać do fantastyki sprzed półwiecza, która zapewniała, że na początku XXI wieku będziemy sysponować stałymi i prężnie rozwijającymi się koloniami na innych planetach, a ziemskie statki będą szusować po Układzie Słonecznym. Mało tego – podobne prognozy były nawet poważnie brane pod uwagę przez rządy państw.

18faa845f92cbe6f67e6580e73ad89da

Przyjrzyjmy się kilku przykładom. W 1953 roku Hugh Dryden, przewodniczący National Advisory Committee for Aeronautics (amerykański komitet doradczy, którego struktury wcielono w 1958 roku do NASA – przyp. tłum.), prognozował: „Lot człowieka na Księżyc jest absolutnie możliwy w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat.” Zaledwie cztery lata później wystrzelono pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, a po szesnastu Neil Armstrong stanął na księżycowym gruncie. „Rzeczywistość pozostawia w tyle nawet najbardziej fantastyczne przewidywania optymistów.” – powiedział Dyrden w 1964 roku, kiedy już prowadzono prace nad programem Apollo. Dalszy bieg historii jednak nie potwierdził tych prognoz.

Po dwuch latach, w 1966 roku, w Waszyngtonie odbyło się IV Sympozjum Amerykańskiego Towarzystwa Astronautycznego, którego uczestnicy próbowali przewidzieć rozwój technologii kosmicznej do 2001 roku. Doszli do wniosku, że po 35 latach ilość lotów kosmicznych zawrze się w około 1-100 milionów osobogodzin lub 100-10000 osobolat (faktycznie osiągnięto zaledwie 3 osobogodziny rocznie). Przewidywano, że do początku XXI wieku na księżycu Saturna, Tytanie, uruchomiona zostanie stacja kosmiczna zdolna utrzymać ziemskich mieszkańców, a na Merkurym rozpocznie się wydobycie kopalin. Naukowcy byli przekonani, że koszt transportu jednego kilograma ładunku z Ziemi na Księżyc zmniejszy się z 11 tysięcy dolarów (jak w projekcie Apollo) do kilku dolarów, dzięki dużej ilości wielorazowych statków z silnikami jądrowymi. Niestety, w minionych latach te wartości w lotach, które już dawno się zakończyły, praktycznie się nie zmieniała, a opracowywanie kosmicznych silników jądrowych zarzucono.

Wtedy, w 1966 roku, wydawało się, że za czterdzieści lat 24-godzinny lot w dwumiejscowym orbitalnym statku rejsowym będzie kosztować około 1250 dolarów. Obecnie lot na trzymiejscowym Sojuzie kosztuje „tylko” 20 milionów dolarów, a statkami z największą ilością załogi pozostają siedmioosobowe wahadłowce. Pięćdziesiąt lat temu mieliśmy nadzieję, że tygodniowa wycieczka na Księżyc w 35-miejscowym statku w początkach lat dwutysięcznych będzie kosztować 10 tysięcy dolarów. W naszej rzeczywistości, technologia załogowych lotów na Księżyc faktycznie nie istnieje i musi zostać opracowana na nowo. Dziś wspominamy te starodawne prognozy z gorzkim uśmiechem. A przecież niedawno zupełnie poważnie mówili o nich urzędnicy amerykańskiego rządu i eksperci firm, zajmujących się biznesem kosmicznym!

Jak iPhone zwyciężył nad statkiem kosmicznym

Jednak kosmiczne marzenia ludzkości się nie ziściły. Budowana przez nas aparatura przeprowadza jedynie loty orbitalne, które mają wartość gospodarczo-użytkową (na przykład ciężko wyobrazić sobie życie bez satelit telewizyjnych), choć z rzadka wysyłana jest na misje zwiadowczo-naukowe do innych ciał niebieskich. Loty pilotowane praktykowane są bardzo rzadko. Głównie korzysta się z maszyn zdalnych. Póki co, nie ma co marzyć o klasycznych w fantastyce gigantycznych flotach kosmicznych z ogromnymi załogami. Kilka wizyt człowieka na Księżycu pod koniec lat ’60 i na początku ’70 pozostało bez kontynuacji. Kurczowo trzymamy się orbity okołoziemskiej i nie decydujemy się na większe kroki. Hollywood, reagując odpowiednio na współczesne trendy, pokazał to w świeżych filmach. W „Grawitacji” kosmos pokazano jako śmiertelnie niebezpieczne miejsce, z którego można się uratować jedynie powrotem na Ziemię. W świecie „Interstellara” kosmiczne dokonania przodków odeszły w sferę mitów i tylko globalna katastrofa ekologiczna grożąca ludzkości zmusza do poszukiwania ratunku w głębinach Wszechświata. Z drugiej strony, nawet w naszej obecnej rzeczywistości to, co dotyczy kosmonautyki użytkowej nie jest tak drogie. Co więcej, z roku na rok maleje zaangażowanie państwa w tej sferze, a rośnie udział sektoru prywatnego.

Innym znakiem naszych czasów jest „kosmiczny rewizjonizm”. Wielką popularność zdobyły łatwe do obalenia, nie mniej mocno obecne w publicznej świadomości, teorie spiskowe mówiące, jakoby nigdy nie było żadnego lądowania na Księżycu. Tylko patrzeć, jak ta „wersja”, tak, jak pokazano w „Interstellarze”, zostanie przyjęta nawet na poziomie oficjalnym. Łatwiej będzie władzom wyjaśnić, że „nigdy nic nie było”, niż próbować wytłumaczyć, dlaczego tak mało środków przeznacza się obecnie na programy kosmiczne (w porównaniu, na przykład, z czasami zimnej wojny). Skąd się to wzięło?

Wielki Ray Bradbury, niestety nie doczekawszy się spełnienia w rzeczywistości swoich „Kronik marsjańskich”, odpowiadał na tę kwestię lakonicznie: „Ludzie to idioci. Zrobili masę głupot: nawymyślali kostiumy dla psów, stanowisko menagera reklamowego i rzeczy typu iPhone, nie otrzymawszy w zamian nic poza gorzkim posmakiem. A gdybyśmy rozwijali naukę, zdobywali Księżyc, Mars, Wenus… Kto wie, jaki wtedy byłby świat? Ludzkości dano możliwość przemierzania kosmosu, ale zamiast tego chce ona zajmować się konsumpcją: piciem piwa i oglądaniem seriali.”

Bardziej wymyślne wyjaśnienie zaproponował teoretyk fantastyki i alternatywnej historii Siergiej Pieriesliegin. Odwołując się do znanego historyka Arnolda Toynbee, który zwykł mawiać, że kultura, która unika wyzwań lub sobie z nimi nie radzi, nieuchronnie degraduje i w końcu ginie, Piereisliegin twierdzi, że odwrócenie się od kosmosu niesie za sobą krach technologiczny, zahamowanie rozwoju i w końcu prowadzi do „epokowej katastrofy”. Jego zdaniem, w ostatnich dziesięcioleciach cywilizacja zetknęła się z barierą postindustrialną, przejawiającą się w szeregu hamujących praktyk socjalnych. Mimo tego, upadek Związku Radzieckiego i jego modelu ekonomicznego, zmniejszył poziom technologicznej, naukowej i wojskowej konkurencji. Zdaniem futurologa, zaszło „skrzywienie” drogi rozwoju – z energotechnologicznej na informacyjno-komunikacyjną. Mówiąc prościej, komputer i telewizor pokonał statek kosmiczny.

1483562551_10

Osobiście rzekłbym, że ludzkość w latach ’60 znajdowała się na rozdrożu między dwoma wariantami dalszego rozwoju cywilizacji: informacyjnym i paliwowo-energetycznym. Niestety, wskutek wielu przyczyn, drugi został niemal w całości odrzucony. Gdybyśmygo wybrali, to do dziś komputery byłyby wielkości domów i musiałyby być obsługiwane kartami perforowanymi. Za to, być może, swobodnie latalibyśmy na Marsa i Wenus. Przy okazji, taki rozwój wydarzeń został opisany przez Isaaca Asimova, na przykład w cyklu „The Life and Times of Multivac” i innych jego dziełach. Lub u Strugackich.

Przenicowany świat

Tak, czy inaczej, wyszło, jak wyszło. Znaleźliśmy się w świecie dziwnym i obrzydliwym. Nasuwa się porównanie: jedziemy starym powozem z zaprzężonym zwyczajnym koniem, który zostawia za sobą kupki zwyczajnego nawozu. Za to mamy na wozie supernowoczesny, drogocenny komputer, który oblicza siłę nacisku końskich kopyt na grunt, ilość pochłanianego przez kobyłę siana i wydalanego nawozu, odległość do celu z dokładnością do milimetrów i jeszcze setki różnych parametrów. Co najważniejsze: cały ten sprzęt wcale nie przyspiesza podróży. Lub możemy wyobrazić sobie człowieka, który do wyczerpania macha łopatą w kamieniołomie. W rękojeści jego łopaty wmontowany jest elektroniczny czujnik, dokładnie obliczający ilość wymachów, masę wykopanego urobku itd.

Bzdura!

Lecz wierzę, że jeszcze można wszystko naprawić. Chociaż jeśli mamy liczyć na potrzeby i interesy obecnego światowego systemu ekonomicznego, to nie zmieni się nic. Właśnie dlatego dzisiejszy świat nie jest gotów na początek ekspansji kosmicznej. By wejść w kosmos, należy posiadać gospodarkę innego typu – z silnym elementem socjalistycznym i planowanym. Jednak obecny system osiągnął granice swojego rozwoju i w takiej formie nie może trwać. Niestety, istnieje pogląd, że świat doży do globalnego konfliktu (a wojny zawsze służyły za najlepsze wyjście ze światowych kryzysów). Poza tym, wojna jest niedoścignionym impulsem dla przyspieszenia rozwoju naukowo-technicznego.

Na przykład skok technologiczny, który pojawił się w trakcie i po II Wojnie Światowej, do dziś bezpośrednio wpływa na rozwój ludzkości. Komputery, rakiety balistyczne, samoloty odrzutowe, radiolokacja, przełomowe technologie w dziedzinie petrochemii, radioelektroniki, metalurgii itd. (nie mówiąc już o technologiach atomowych) – wszystko wzięło się właśnie z tamtego okresu. I jeśli będziemy szczęśliwcami, którzy wyjdą z kataklizmu żywi, mamy jeszcze szansę zobaczyć działające wielkogabarytowe planetoloty, pokonujące potężne odległości lasery, ogromne mechy bojowe, jetpacki, egzoszkielety i inne technologiczne cuda. W sensie cywilizacyjnym, skutki takiego skoku trudno oszacować. Autor tych zdań twierdzi, że albo ludzkość wygrzebie się ze swojej kołyski, albo w końcu zgnije. Osobiście uważam, że życie w świecie pozbawionym kosmicznych marzeń, byłoby dla mnie nieznośne. Ten cel jest najwspanialszy i najszlachetniejszy ze wszystkich, które kiedykolwiek stały przed ludzkością.

Zwyciężyć sceptyków

Są też spokojniejsze punkty widzenia. Nie trzeba się obruszać, wszystko rozwija się naturalną prędkością. Że niby ludzkość, przestępując jedną nogą przez kosmiczny próg, okazała się niezdolna do zrobienia szybkiego kroku przez niedostateczny rozwój technologiczny. Znany pisarz-fantasta Andriej Łazarczuk, powiedział autorowi tego materiału: „Szczerze mówiąc, nie mam określonego stanowiska na ten temat. Oczywiście, rakiety z napędem chemicznym nie zapewnią nam możliwości ekspansji, Księżyc jest granicą. Lecz jestem przekonany, że z czasem, choć nieprędko, zostaną stworzone efektywniejsze i zarazem tańsze silniki i wtedy, być może, pojawi się możliwość podróży na inne planety. Ale ponownie, trzeba będzie rozwiązać problemy związane z długotrwałym przebywaniem człowieka w próżni kosmicznej (na razie jeszcze nie wiadomo, jak dokładnie) lub powierzyć to zadanie maszynom z rozwiniętą sztuczną inteligencją. Wątpię jednak, że ekspansja całkowicie się zatrzyma. Po prostu będzie się rozwijała powoli i nie do końca tak, jak wyobrażano to sobie w szczycie popularności kosmonautyki.”

марки

Mówi się, że obecnie po prostu trwa zbieranie potrzebnych technologii, a kiedy ich rozwój osiągnie niezbędny pułap, wtedy wrócimy do pełnej ekspansji. Ale nawet w tym przypadku trzeba będzie pokonać wątpliwości sceptyków: po co nam ten kosmos? Na co mamy wydawać potężne sumy pieniędzy? Nie lepiej przeznaczyć je na walkę z chorobami, głodem i biedą na samej Ziemi, zamiast po próżnicy gapić się w niebo? W ostatnim czasie popularność zdobywa pojęcie hedonistycznej „alternatywy”: po co nurkować w śmiercionośną próżnię ponad głową, skoro można według własnego widzimisię budować i poznawać nieskończone światy wirtualne, uciekać do nich. Tym bardziej, że technika już obecnie na to pozwala.

Znany rosyjski uczony-metodolog, dyrektor Instytutu badań rozwojowych im. Sziffersa, Jurij Gromyko w rozmowie z autorem artykułu powiedział: „Jeśli chodzi o kosmos, przez ostatnie dziesięciolecia „dogorywaliśmy” zupełnie na darmo. Próbowaliśmy wykorzystać kosmos wyłącznie w charakterze wizerunkowym, jakby głosząc, że nadal jesteśmy potężnym państwem. Tak, wielki był nasz radziecki kosmos! Zaś kosmos rosyjski, jako program strategiczny, po prostu nie istnieje. W USA również trwa osłabienie zainteresowania tym tematem, jednak tam kontynuuje się w sposób wystarczający rozwój programów kosmicznych. Nieprzypadkowo właśnie Amerykanie wielokrotnie mówili o kolonizacji Księżyca i Marca, o projekcie terraformowania „czerwonej planety”, stworzenia tam warunków do życia. Oczywiście, u nich też to zwolniło, ponieważ do upadku ZSRR wyścig kosmiczny był jedną z form konkurencji wrogich państw. Wystarczy wspomnieć o historii stworzonej przez Raegana Strategic Defense Initiative – tzw. „gwiezdnych wojen”. Zakładano, że satelity będą wyposażane w potężne lasery, przy pomocy których będą w stanie niszczyć międzykontynentalne rakiety z głowicami jądrowymi. Ale po upadku Związku Radzieckiego pojawiło się pytanie: a po co nam w ogóle ten kosmos?”

Koniec części pierwszej artykułu

Źródło: Великое космическое путешествие

Autor zdjęcia: Roscosmos
(CC BY-NC 2.0)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s