Moje odkrycia: Hollywood

Do Los Angeles leciałem z pewnością, że ekranizacja Metra, to sprawa zamknięta. Wyobraźnia kreowała już światową premierę. Pozostawało jedynie wybrać aktora do głównej roli... Shia LaBeouf? Channing Tatum? Anton Jelczin?

Reklamy

Partia jak partia

Miłość patriarchy Kiryła do Breguet (nawiązanie do skandalu związanego z retuszem fotografii Patriarchy Moskiewskiego z drogim zegarkiem na ręku – przyp. tłum.), jego próby przejęcia mieszkania dokuczliwego sąsiada, jego przejazdy po Moskwie na lampach sygnalizacyjnych i w towarzystwie Federalnej Służby Ochrony, to zupełnie normalne, zdrowe i naturalne zjawiska. Jak i aktywne angażowanie się Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w życie polityczne Rosji i surowe prześladowanie Pussy Riot. W końcu Rosyjska Cerkiew Prawosławna, to KPZR. To partia.

Moje odkrycia: Indie

Na lotnisku Delhi nowoprzybyłych witają trędowaci. Zwykli hinduscy trędowaci, proszący o jałmużnę, na którą zasłużyli swoją chorobą. Tacy sami podchodzą też do pasażerów riksz na skrzyżowaniach. Poleca się turystom nie kłócić z nimi, aby uniknąć niepotrzebnych scen.

Moje odkrycia: Arabia Saudyjska

W poprzedniej pracy dziennikarskiej, miałem okazję polecieć za prezydentem do Arabii Saudyjskiej. Zdaje się, że wtedy też próbowaliśmy bez skutku ubić z nimi interes, chociaż w tych dawnych latach ropa kosztowała tyle, że nawet zwykli ludzie wariowali. Ale już wtedy patrzyliśmy w przyszłość z podejrzliwością, oczekując od niej różnych podstępów.

Moje odkrycia: Turkmenistan

Szczerze mówiąc, nigdy szczególnie nie interesowałem się Turkmenistanem. Jest sobie taka środkowoazjatycka republika, coś tam jest na pewno z Kirgistanu, a coś z Uzbekistanu, no i bóg z nią. Tak myślałem. Wy pewnie też myślicie podobnie. I bardzo się mylicie. Tak, jak i ja się myliłem. Dlatego, że Turkmenistan okazał się zaczarowanym królestwem.

Moje odkrycia: Czarnobyl

Dla mojego pokolenia, Czarnobyl oznacza nie najstraszniejszą katastrofę technologiczną współczesności; nie historię zatajania przed narodem okrutnego zagrożenia; nie bohaterstwo tych, którzy rzucili się do gaszenia atomowego pożaru własnymi ciałami, niczym mrówki, próbujące uratować podpalone mrowisko.